W życiu jako barman poznaje się naprawdę różnych ludzi. Począwszy od alkoholików, a skończywszy na gwiazdach, które przytłaczają sława, pieniądze i chuj wie co jeszcze. Poprzewracało się w dupach, dlatego osobiście jestem zwolennikiem skromnego, ale za to bezproblemowego życia. Wysłuchałem się, aż za dużo na temat tego jak zła żona zdradziła męża czy innych problemów jak nieodwzajemniona miłość. Za dużo by to wszystko spamiętać. Zawsze miałem ochotę powiedzieć im, że gdyby byli lepszymi mężami to tak by się nie stało. Jednak chcąc nie chcąc stracić klienta trzeba mu przytakiwać, kłamać w żywe oczy i dolewać piwa póki jeszcze ma pieniądze, a jak widać że chłop smutny to dać mu namiary na dobre dziwki by sobie ulżył. Nie skłamałbym pewnie mówiąc że miałem nie mały wkład w rozprawiczeniu kilku młodych mężczyzn przez Samanthe. Ah, to była kobieta.. Jedyna taka profesjonalistka w tym fachu. Wiecie co mam na myśli, ale wracając do tematu. Mimo wszystko ciężko spamiętać twarze tych wszystkich klientów, ale pamiętam dokładnie, aż po dzień dzisiejszych, tamte twarze. Zazwyczaj od ludzi czułem odór alkoholu, ale od nich emanowało To musiała być jakaś jesienna noc, zapewne jakoś w środku tygodnia, ponieważ mimo wczesnej pory było tylko dwóch klientów i powoli zbierałem się do zamknięcia, a deszcz pierdolił się z rynną jakby tego nie robili od tygodni...
-A ta w różowy Jim? Ile ma?-spytał zaciekawiony.
-Ledwo dwanaście, ale może być problem, obiecałem ją pewnemu posłowi. Chyba rozumiesz?
-Myślę, że jakoś się dogadamy.
W prawie pustym barze twe bystre oko obserwatora oprócz barmana polerującego kolejną szklankę na błysk musiałoby dostrzec dwóch podejrzanych mężczyzn w rogu. Mógłbyś również zauważyć że oczy krótko ściętego szatyna połyskują na czerwono. Pomyślałby człek, że to pewnie takie soczewki, czego to ludzie nie wymyślą.. Ten drugi, to znaczy ten łysy tłuścioch dyskretnie pokazywał coraz to nowszy ”towar”. Jego kontrahent próbował wydusić z siebie jak najszczerszy uśmiech, gdy "podziwiał" jego ofertę. Myślał jedynie, że powinien już ukrócić życie temu pieprzonemu pedofilowi który, nie zasłużył na spokojną śmierć w domu starców. Czerwonooki zaczął już powoli pieścić Berettę, która zaczęła się niecierpliwić, niby broń nie może mieć uczuć, ale ta uwielbiała karać tych skurwieli. Świat zaraz miał mieć o jednego śmiecia mniej, ale musieli być dokładni jak zwykle, a zarazem dyskretni, by mimo wszystko barman pozostał niewzruszony.
-Jim, mam nadzieję, że transakcję z Tobą są bezpieczne i nic mi nie grozi, mam rację?-spytał by się upewnić zanim zabrudzi całą piękną bukową posadzkę baru jego brudnym mózgiem, aż szkoda było jej bo widać było że zapewne niedawno wypolerowana. Szkoda jej było, oj szkoda...
-U mnie zawsze wszystko przebiega bezproblemowo, przecież nie naraziłbym swego klienta na żadne niebezpieczeństwo.-uśmiechnął się głęboko chcąc przekonać klienta do siebie. Ten odpowiedział mu jeszcze większym uśmiechem sięgając po jego Sententię capitalisę.
To była jednak szczęśliwa chwila dla Jima ponieważ ktoś nagle postanowił wpierdolić się do środka przez okno rozpraszając przy tym jego niedoszłego kata. Barman niewzruszony zajściem rzekł tylko:
-Zaraz zamykamy-po czym wrócił do polerowania kolejnych szklanek.
Mężczyzna który razem z odłamkami szkła wylądował na jednym z drewnianych stołów zerknął tylko na barmana i zaśmiał się cicho pod nosem. Wiedział że długo tu nie zabawi. W każdym bądź razie nie wyglądał na zwykłego pijaka, a raczej na jakiegoś psychopatę. Może sprawiały to jego zimne białe oczy, które idealnie komponowały się z jego siwym zarostem, a zarazem kontrastujące z jego czarnymi jak smoła włosami, które przysłaniały delikatnie jego bezlitosne oczy. Zrobił szybki rekonesans. Jego cel na szczeście nie zdążył ogarnąć co właśnie miało miejsce. Drugiej takiej okazji nie będzie miał. Wyciągnął swoje dwa ukochane sztylety. Przeskoczył pomiędzy kilkoma stołami i już stał za nim. Zanim jego ofiara zdążyła się odwrócić ostrze poszło wzdłuż lewego uda, następnie pozbawiając go jego prawego ucha. Pozwolił wyrzeźbionym rękojeścią zatańczyć w dłoniach po czym pozbawił zdezorientowanego Jima wzroku. Nie wiedział po którym ciosie wyzionie on ducha, a mimo wszystko ten skurwiel nie miał prawa widzieć jego sztuki. Zaczął ciąć jak wariat co zresztą widać było po jego psychopatycznym uśmieszku. Kilka szybkich cięć na torsie i jeden sztylet powędrował w brzuch, przeskoczył nad nim zeskakując przy tym ze stołu. Drugi sztylet wbił mu pod skórę jak agrafkę po czym zerwał z niego niemały płat skóry. Skurwysyn mimo tego wszystkiego darł się wciąż jak obrzezany bachor. Nie tracąc czasu, a chcąc się jeszcze nacieszyć tym widokiem wyjął drugie ostrze wbił szybko pod żebra przekręcił i wyjął. Pozostał mu tylko jedno by to zakończyć. Szybkie cięcie jego Betty i łysa głowa wylądowała na pięknej bukowej posadzce. Jim juz się nie uśmiechał jak przed momentem. Z jego ust wyczytałbyś zdziwienie, a z oczu no cóż gdyby je jeszcze miał zapewne przerażenie. Strugi płynące z dawnych gałek ocznych sprawiały wrażenie krwawych łez. Piękne przedstawienie ludzkiej rozpaczy. Uśmiechnął się patrząc na swe dzieło, po woli uspokajając swój oddech, ale nadał dyszał pod wpływem emocji które go ogarnęły. Krew znajdowała się nie tylko na całym jego ciele, ale w większej części baru. Ktoś widząc to od razu wiedziałby że ma do czynienia z kimś gorszym niż zwyczajnym mordercom. Czerwona woda która po nim spływała podkreślała jego psychopatyczną naturę. Niedoszły kat Jima patrzył na tą scenę trwającą dosłownie moment zarazem z dumą i odrażeniem. On wolał zabijać szybko i bezproblemowo jak egzekutor. Wiedział również kto kochał odstawiać takie przedstawienia jak to przed chwilą. Gdy zobaczył dzieło które właśnie zostało dokonane pomyślał:
-Popierdoleniec, a zarazem pieprzony da Vinci- uśmiechając się przy tym ironicznie.
Da Vinci widząc jego uśmieszek zawarczał na niego po czym usiadł naprzeciwko.
-To już przeszło 4 lata od ostatniego spotkania. Chyba nie przyszedłeś opowiadać, co tam u Ciebie? Ta pustka i.. smutek w tych oczach mówią same za siebie. To dziwne uczucie gdy jej już nie ma z nami..
-Już od jakiegoś tygodnia.- odwarknął i dodał.-Umarła szybko i bezboleśnie. Obiecaliśmy jej coś, pamiętasz?
-Taa, dlatego tu jesteś.-rozejrzał się po lokalu, zaraz miało się tu zrobić bardzo gorąco.-Chyba jednak już pora na nas. Twoje przedstawienie było zbyt dosadne nawet jak na Ciebie. A tak z ciekawości Sammy, ile dostałeś za jego głowę?
-Może trochę poniósł mnie instynkt, ale wiesz że kocham nimi malować. A co do nagrody, to jeb się, pieprzony Andy, który wierzy że może jeszcze zbawić ten świat, nadal mnie śmieszysz, ale kiedyś mnie zrozumiesz..
-Oj Sammy, mój najukochańszy przyrodni braciszek. Chodźmy już lepiej..- wychodząc odwrócili się i zerknęli na barmana, aby upewnić się, że nic mu nie jest.-Dobranoc i spokojnej nocy.
Barman wciąż zajęty swym światem podniósł na chwile wzrok. Sammy wyszczerzył się do niego i wtedy to zobaczył, ta pustka,obojętność,dzikość jakby nie miał on nic wspólnego z człowiekiem. Nie potrafił ani kochać ani nienawidzić. Poczuł w sercu zimno, wiec przekierował wzrok na tego drugiego, ale to był błąd. Ten patrzył na niego jakby znał każdy jego brudny uczynek. Ogarnęło go przerażenie i zmroziło mu serce. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, zsunął się za ladę. Jego idealnie wypolerowana szklanka rozpierdoliła się na miliony drobnych kawałków. Jego oczy nadal pozostały w osłupieniu w tle dało się jeszcze usłyszeć delikatnie skrzypiące drzwi.. Co tu właściwie się stało? Ktoś odstawił tu przedziwne przedstawienie. Nigdy pewnie ich juz ponownie nie ujrzy. Ale co z tego skoro nigdy już o nich nie zapomni...