Gdzieś w Polsce leżało sobie małe miasteczko, w którym nic ciekawego się nie działo. Z tego powodu przyjazd do tego małego, ale wesołego miasteczka był dla mieszkańców w swoim rodzaju dosyć wielkim wydarzeniem. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że ten ciepły wiosenny dzień skończy się aż tak źle...
Choć ogromnym lunaparkiem nazwać tego nie można było to miało ono wszystko to czego dzieciakom do szczęścia potrzeba. Znalazłbyś tu samochodziki, kilka małych karuzeli, gabinet luster i największą atrakcję, tzw. "Łańcuchówkę".
-Mam złe przeczucia co do tej karuzeli i w dodatku ta kolejka jest taka długa.-marudziła wciąż Marysia.
-No to może pójdziemy do gabinetu luster, a kolejka się w tym czasie się zmniejszy.-zaproponowała Amelia, która miała już dosyć jej ciągłego narzekania.-A ty, co o tym myślisz Daria?
-Lepsze to niż czekanie w tym samym miejscu od prawie całej godziny.
Nikt nie mógł zaprzeczyć że,czekały już długo, za długo, ale gdyby zamiast spędzać tak dużo czasu na robieniu makijażu(na wypadek spotkania z Jankiem) to pewnie byłyby już dawno gdzieś na początku kolejki. Udały się zatem wszystkie do gabinetu luster, który miał im umilić czas, przynajmniej miały taką nadzieję. Niestety chyba się nie pomyliły..
-Trochę mało tu tych luster, ale lipa, co nie?-narzekała przeglądając się w kolejnych lustrach.
-Ale z Ciebie tłusta świnia!-wyśmiała Daria swą koleżankę.(Nienawidziła ją za to, ze Janek wolał ją od niej. Kobiety...)
-Chyba ty, szmato!-zbulwersowała się jak zapewne zrobiłaby to każda kobieta na jej miejscu.
-Nieee, bo ja to jestem żyrafoooom! Zobacz na moja szyję.-zadowolona z wkurwienia koleżanki nijak miała się do jej cienkiej riposty.
-Mama?
-Wołałyście mnie?-zdziwiła się robiąc artystyczny dziubek swymi nabrzmiałymi wargami.
Zgrzyt, trzask.Ciemność. To.. to musiała być karuzela, ten dźwięk brzmiał jakby urwał się łańcuch. Marysia wyobraziła sobie chłopca który leży połamany kilkadziesiąt metrów od karuzeli. Widocznie jej przeczucie tym razem się nie myliło, ale trzask pochodził z bliższa. Przecież nagle zapadły egipskie ciemności, musiały wysiąść korki i żarówka się spaliła to by wiele wyjaśniało, ale mimo wszystko nie tłumaczyło to widoku tego małego chłopczyka w lustrze naprzeciwko Amelii.
-Mamusia!
Nie wiedziała co się dzieje, jednak pomimo takiej ciemności była wstanie dostrzec uśmiechniętego chłopca pełnego nadziei, który miał piękne błękitne oczy i czarną kacapkę. Wyglądał na miłego, jednak było w nim coś bardzo przerażającego. Tylko nie potrafiła określić co konkretnie.
-Kochasz mnie?
Zaczęła cofać się powoli w stronę luster, ale potknęła się o coś i rozpierdoliła przez to przeklęte lustro, które zrobiło z Marysi tłustą świnię, w drobny mak. Gdy podniosła głowę i zobaczyła jego twarz to.. nie był już ten sam chłopiec. Zaczął ryczeć, a w jego oczach było widać tylko nienawiść.
-Wiedziałem!Ty szmato nigdy mnie nie kochałaś!Nigdy!
Zamknęła oczy. Ogarnął ją strach. Czy to już koniec? Otworzyła oczy i nadal żyła, ale jego juz tu nie było. Może to był tylko sen? A może jednak nie.
-Aa.Ame... Czemu?!
Stała nagle nad Marysią dźgając ją kawałkiem pieprzonego lustra, który ociekał jeszcze ciepłą krwią przyjaciółki.
-To przez was! Wy...! Ja nie chciałam. Tomuś, ale ja naprawdę Cię kocham!
Nie wiedziała co się dzieje. Z rozpieprzonego gardła Marysi na wszystkie strony lała się jej czerwonoblada krew. To jej zdziwienie oraz przerażenie na twarzy.. Amelia nadal nie wiedziała o co tu właściwie chodzi. Pobiegła by znaleźć Darię. Czy ją też ktoś skrzywdził?
-Mamusia?-chłopiec znów się pojawił pełen nadziei z tym naiwnym uśmiechem dziecka
-Zostaw mnie!
-Znowu mnie nie kochasz? Dlaczego?-nagle jego twarz posmutniała.
Amelia zaczęła wrzeszczeć jakby ktoś obdzierał ją ze skóry. Gdy odzyskała świadomość jej ręce były całe w zaschniętej czerwonej farbie a przynajmniej miała taką nadzieję.
-To musi być farba.-próbowała przekonać samą siebie w coś co jednak nie potrafiła uwierzyć.
Ale ona jeszcze nie rozumiała lub nie chciała. Obok leżało to zmasakrowane ciało albo raczej jego resztki rozszarpane za pomocą kawałków szkła. Jej smutek i niezrozumienie. Dlaczego? Przecież to że ukradła jej błyszczyk by przypodobać się Jankowi, to nie mogło być powodem by udusić ją i zadźgać odchudzającym odłamkiem lustra. Pytanie to było wypisane na jej twarzy, lecz już nigdy nie będzie dane jej poznać na nie odpowiedzi..
Gdy w końcu podniosła wzrok znad swych zbroczonych w ich krwi rąk zaczynała powoli rozumieć, ale nie miała już siły. Zdąrzyła jeszcze usłyszeć jakaś karetkę albo radiowóz niedaleko ktoś, coś krzyczał,. mówił, ale ona milczała zamknięta w swym świecie opłakując przy tym swe grzechy.
Krzyki, płacz, ryk i w dodatku ten przeklęty śmiech, normalność w szpitalu psychiatrycznym w Karłowicach. Normalny człowiek po kilku dniach przebywania tutaj sam z pewnością stałby się pacjentem po tym co by usłyszał i zobaczył, ale na nim nie robiło to już żadnego wrażenia od samego początku pracy tutaj.. Tylko że jego nie można było z pewnością nazwać normalnym
-Panie doktorze..
-Która izolatka?Z jakiego powodu?
-Izolatka nr 5, próba samobójcza
-Chodźmy zobaczyć, co z nią.-uśmiechnął się do swojego nowego asystenta, który długo tu nie wytrzyma.
To miejsce niszczyło jemu psychikę. Był za słaby by tu pracować, to kwestia czasu.. już wielu podobnych do niego przewinęło się przez te mury. Krzyki i płacz narastał. Znaleźli się w najgorszej i zarazem najbardziej ponurej części szpitala.
-Znowu Amelia.
-Skąd wie..?
-To ten sam płacz co ostatnio. Jeśli wsłuchasz się w jej krzyki i płacz to usłyszysz co mówi, a każdy mówi co innego.-zamyślił się nad tym co zrozumiał-Czytałeś jej kartę?
-Coś tylko słyszałem.. Ponoć zadźgała swoje koleżanki odłamkami lustra w wesołym miasteczku.-przeszył go dreszcz.-A jej płacz? Co mówi?-jego ciekawość, a może strach przed tymi dźwiękami kazał mu spytać się o to.
Uśmiechnął się otwierając izolatkę. W rogu siedziała młoda dziewczyna, która nagle umilkła i zaczęła penetrować gości swym pustym, smutnym wzrokiem. Asystent zaczął cały drżeć. Ten wzrok go przerażał. w dodatku te białe ściany potęgowały tą czerń która z nich emanowała.
-Myślę że nie potrafi zrozumieć, dlaczego ją to spotkało, a nie kogoś innego, więc rozpacza.-wpatrywał się w jej oczy coraz dogłębniej..
-Gdyby nie zamordowała ich to..
-Nie rozumiesz.. Wszyscy popełniamy grzechy, ale ten nie był jej. Ona popełniła inny. Słyszałeś kiedyś o.. tablicy.-Zamyślił się na chwilę, po czym z mentorską zaduma dokończył.-O tablicy Ouija?
-Nie, co to?
-Z naszych badań udało się wywnioskować, że słyszy ona małego chłopca, który nazywa ją mamą. Problem polega na tym że Amelia jest dziewicą. Tę tablice Ouija znaleziono u niej w domu. Wierzysz w opętania?
-Że niby została opętana?
-Myślę że nie odwołała ducha a ten użył jej ciała by odnaleźć swe dziecko które zginęło w wypadku spowodowanym przez nią.
-Skąd..?
-Pewna kobieta popełniła samobójstwo tam gdzie mieszkała Amelia. Tak więc w tym pomieszczeniu jest nas co najmniej czwórka a nie trójka.-uśmiechnął chcąc pocieszyć przerażonego na śmierć asystenta.
-Nie powinniśmy zadzwonić po jakiegoś egzorcystę?
-Przyjadą za rok.-zamyślił się jak zwykle.-Powiedzieli że ten ból jest jej pokutą.
-To nieludzkie.-asystent cały się trząsł.
-Każ jej podać standard plus środki nasenne.
-Dobrze-patrzył na jego zamyśloną twarz chcąc sie dowiedzieć o czym mógł myśleć. Jego już nie było tutaj z nimi nie tylko ciałem, ale jego dusza również odpłynęła we wspomnienia.
-Każdy przecież popełnia grzechy, te mniejsze lub większe, ale nikt kurwa nie płaci aż takiej ceny za nią.-John myślał o tych wszystkich złych wyborach i grzechach za które powinien dawno odpowiedzieć. Wkrótce musi tam pojechać i odpowiedzieć za swój błąd przeszłości.-To niesprawiedliwie.
Siedział już w swym gabinecie patrząc na swą rozpustną przeszłość, a po jego policzku płynęły łzy. Wiedział że źle zrobił, ale teraz było za późno by mógł to naprawić..
3 lutego 2013
Plany
Jeszcze nie skończyłem pisać jednego opowiadania, a już myślę, a nawet zaczynam powoli pisać kolejne. Moje pomysły wyprzedzają moje zdolności twórcze, które mam nadzieję rozwinąć na wyższy poziom pisząc jak najwięcej i choć trochę wciągać czytelników. Dziś bądź co bądź wstawię w końcu kolejne opowiadanie. Jedno na tydzień to powinno być minimum, którego zamierzam się trzymać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)