26 września 2013
Potrzebnym.
Człowiek to taka śmieszna istota. Tak wielu z nas chciałoby być jak najbardziej samodzielnym i niezależnym od reszty to niestety koniec końców jesteśmy po części zwierzętami, które mają potrzebę życia w pewnym stadzie. Rodzina, przyjaciele, a nawet znajomi z internetu. Sami natomiast jesteśmy skazani na porażkę. Fakt przynależności do watahy sam w sobie może nie jest najważniejszy, a tym czego człowiek pragnie osiągnąć poprzez bycie częścią tej pewnej grupy to bycie komuś potrzebnym. Świadomość, że to co robimy nie jest tylko dla nas, a dla kogoś i czyniąc małe gesty możemy komuś pomóc. Czasami taką pomocą może być danie komuś w twarz, żeby mógł sobie uświadomić, że poszedł złą ścieżką. Niestety może się zdarzyć tak, że druga osoba zanim dostrzeże jak wielkie błędy popełniła wciąż będzie uparcie szła manowcami na przekór sobie i reszcie. Każdy w życiu popełnia błędy ważne, jednak co z nich wyciąga na przyszłość. Ktoś mądry kiedyś mi rzekł: "Ucz się na błędach byle nie na swoich" Odbiegłem trochę od dzisiejszych rozważań na temat bycia potrzebnym. Podobna sytuacja jest w związkach. Dziewczyna jak i zarówno chłopak chcą nawzajem być sobie potrzebni. Po upływie pewnego czasu wytwarza się między nimi pewna nić porozumienia, zaufanie. Wzajemnie się wspierają i dają sobie radość. Z czasem jednak może wystąpić pewien problem osobliwej natury, a jest nim bycie zależnym od człowieka. Chcemy być komuś potrzebni, ale czy aby na pewno chcemy być zależni od drugiej osoby? Ale przecież jeśli kochamy drugą połówkę to nie powinno być dla jakimś wielkim dylematem. Z kolei stanie się zależnym od drugiej osoby związane jest z otwarciem siebie na drugą osobę. Jak bardzo można się otworzyć przed kimś? Na jednym z gimbusiarskich portali spotkałem się z określeniem, że wyznanie komuś miłości to danie mu w dłoń naładowanego rewolweru i przyłożenie do swojej głowy z nadzieją, iż nie wystrzeli. Posunąłbym się w tych rozważaniach cierpiącej młodzieży z powodu swoich 'wielkich' nieszczęśliwych miłostek o krok do tytułu i przeanalizował. Moim zdaniem cały proces ładowania broni i podawania broni drugiej osobie jest bardziej związany z tym jak bardzo się otworzymy przed drugą osobą i niekoniecznie musi kończyć się wyznawaniem swoich uczuć co do niej. Ale czy to dlatego człowiek może się bać otwarcia przed drugim? A może jednak bardziej jest to powiązane z tym, że otwierając się straciłby cząstkę siebie i boi się o swoje jestestwo? Czego bał się ten człowiek?...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)